RobieStrony Logo

Jak w rok zaoszczędziłem 24 000 złotych

___

Nigdy nie miałem postanowień noworocznych. Może jakieś przemyślenia się pojawiały, chęć zrobienia czegoś. Nie spisywałem ich jednak jako cele, nie czułem takiej potrzeby. Lecz gdy zainteresowałem się lotnictwem i pomyślałem o zrobieniu licencji pojawił się problem pieniędzy. Koszt takiej licencji PPL(A) uprawniającej do latania samolotami turystycznie to średnio 24 tys. zł. A że bardzo chciałem zacząć latać jak najszybciej, pojawił się pomysł aby zaoszczędzić tyle w rok.

Jak
Moja interpretacja tego jak samolot lata

 

 

Amatorskie planowanie

Kalkulacja była szybka i prosta – jeśli odłożę miesięcznie 2000 złotych to po roku uzbieram potrzebny kapitał. I tak to się zaczęło od stycznia 2013 roku. Ponieważ oprocentowanie rachunku oszczędnościowego w mBanku nie zadowalało mnie, otworzyłem takie konto w Alior Sync. Chodziło też o to, aby zgromadzonych oszczędności nie widzieć podczas codziennych operacji na podstawowym koncie bankowym. Przelej – zapomnij. A po roku wykorzystaj zgromadzone oszczędności.

Powyższy system oszczędzania przestał mi się zgadzać po pierwszych trzech miesiącach. Co miesiąc te dwa tysiące przelewałem, ale co raz mniej miałem na moim ROR. Wtedy postanowiłem coś zmienić, dokładnie przeanalizować moją sytuację. Przede wszystkim spróbowałem kilku narzędzi do prowadzenia budżetu, zapisywania wydatków itp. Ale żadne z tych gotowców mnie nie zadowalało, dlatego postawiłem na swój własny, prosty ale idealnie spełniający moje potrzeby arkusz kalkulacyjny w Google Spreadsheets.

Wyniki były dla mnie jak grom z jasnego nieba. Podsumowując moje zarobki, odejmując podatki, mieszkanie i inne wydatki, zostawało miesięcznie… 0 złotych. A ja od tego zera chciałem jeszcze odłożyć 2000 zł. W sumie więc przez pierwsze 3 miesiące nic nie zaoszczędziłem, a jedynie przelewałem istniejące już oszczędności z konta na konto. Trzeba było działać i to jak najszybciej.

Spisywanie wydatków

Od kwietnia zacząłem dokładnie rejestrować wszystkie wydatki w moim arkuszu kalkulacyjnym. Jako że nigdy nie wychodziło mi spisywanie paragonów, postawiłem na płatności kartami tak często jak to możliwe. Obecnie miesięcznie z bankomatu wypłacam do 150 zł. Gdyby w taksówkach dało się płacić kartami, a niektóre puby nie miały limitu  minimalnej kwoty dla płatności kartą – myślę że zszedłbym do zera.

Za spisywaniem wydatków szło też oszczędzanie. Głównie ograniczenie jedzenia na mieście. Również podróż do Warszawy PolskimBusem zamiast samochodem potrafi przynieść spore oszczędności. Jednak cały czas nie jestem zadowolony z poziomu miesięcznych wydatków i nie raz zdarza mi się przekroczyć miesięczne limity. Nie od razu Rzym zbudowano.

Trzeci element planu, aby spiąć cały budżet był najłatwiejszy. Więcej zarabiać. Najłatwiejszy, ponieważ zawsze łatwiej sobie powiedzieć „zamiast oszczędzać zarobię więcej”, ale najtrudniejszy w realizacji. Dużo łatwiej jest obciąć koszty. Ale nie można dać się zwariować, kosztów nie obetniemy nigdy do zera. Nie chcemy też być warzywem które co chwila czegoś sobie odmawia. Dlatego zawsze należy myśleć o tym co i jak można zrobić aby zarobić więcej. A sposobów na dorobienie jest wiele, szczególnie w dobie internetu. Nigdy nie miałem też problemu prosić o podwyżkę. Ale zawsze było to gruntowanie przeze mnie analizowane. Czy firmę na to stać? Ile firma dzięki mnie zarabia? Czy moja praca jest warta tyle ile żądam?

Jeśli wychodzi mi, że zarabiam tyle iż firma nie będzie chętna, aby płacić mi więcej staram się coś zmienić. Nie, nie zmienić pracę. Myślę, co mogę zrobić dla firmy aby zwiększyć jej wartość, zysk, zacząć przynosić firmie więcej tak aby uzasadnić moje żądania płacowe. Jak się uda – super. Jak nie… wtedy zmieniam robotę. Tak samo gdy pracowałem jako freelancer – nigdy nie byłem i nie chciałem być najtańszy. Chciałem być najdroższy. W efekcie udawało mi się być średniakiem, ale nie narzekałem. Nie rozumiem ludzi, którzy są dobrzy i biorą za swoją pracę 200 zł i robią po 20 projektów miesięcznie zamiast jednego za cztery tysiące.

Niech to będzie swego rodzaju przesłaniem do młodych ludzi. Nie traktujcie pracy jako coś robionego za karę, a dobrą płacę jako należącego się Wam jak psu buda. Ja zawsze identyfikowałem się z klientem/pracodawcą. Chciałem dla niego jak najlepiej, jak gdyby była to firma rodzinna. Po godzinach pracy nie raz myślałem co można poprawić, zrobić jutro lepiej. Tak aby firma się rozwijała a ja wraz z nią. Nie bałem się komunikować moich przemyśleń do klienta/pracodawcy. Nigdy nie obróciło się to przeciwko mnie. Nigdy nie pracowałem za minimalną krajową (poza czasami gdy byłem dostawcą pizzy ale to inna historia). A dzięki dobrej płacy jeszcze się nie wypaliłem – nigdy nie ukrywam, że pieniądze to mój główny motywator. Tak to jest gdy ma się drogie hobby.

Domowy budżet – czy potrzebny?

Oczywiście że TAK!

Kończy się 2014 rok. Na koncie oszczędnościowym mam zgromadzone 27 000 zł. Z tytułu pamiętacie, że miało być 24 000, więc skąd te dodatkowe trzy? Udało mi się je wygrać jako nagrodę w konkursie na film. To też jest czasem sposób na inwestowanie. Kupujesz jakieś produkty, wymyślasz hasło albo robisz film, zgłaszasz się do konkursu. Oczywiście ryzyko jest bardzo duże, ale inwestowane kwoty często śmieszne a zwrot z inwestycji nieraz przekracza kilka tysięcy procent. Czasem udział można wziąć za darmo i poświęcasz tylko swój czas.

Oprócz oszczędności na licencję pilota, dzięki spisywaniu wydatków i prowadzeniu budżetu zaczęły pojawiać się dodatkowe oszczędności na koncie ROR. Odpowiedniego rygoru nie udało mi się utrzymać jedynie w wakacje, ale nie żałuję. To był pierwszy poważny (bo 2. tygodniowy) wyjazd od kilku lat. Nigdy pogoda nad polskim morzem nie była dla mnie tak łaskawa. Przepiękne słońce przez cały pobyt w Ustce, oraz niesamowite wspomnienia z Red Bull Air Race w Gdynii. Nie musiałem też liczyć każdej złotówki aby wydać jak najmniej. Często więc obiady jedliśmy w restauracjach co stanowiło główny koszt zaraz obok noclegu. Ale trzeba przyznać, że sporo jest w Ustce świetnych miejsc, gdzie można super zjeść. Chamska ryba z frytkami odchodzi w zapomnienie. Jeszcze 5 lat temu ten sam wyjazd byłby pod namiot i jadłbym zupki chińskie bo klient znów spóźnił się z zapłaceniem za usługę.

A więc czas wykupić szkolenie na pilota

No właśnie i tu zaczyna się problem. Gdy zaczynałem oszczędzanie, fundusz był celowy. Gdy jednak oszczędności przybywało i przybywało, pojawił się w mojej głowie problem. Jak to, tyle oszczędzałem i teraz mam pozbawić się wszystkiego w jeden dzień. Prawda – spełnię marzenie o licencji pilota, ale ta kwota jest kroplą w morzu potrzeb. Po licencji, każda godzina lotu to jakieś 450 zł najmniej. A przecież nie jestem jeszcze tak ustawiony życiowo, aby sobie na to pozwolić. Do głowy trafił głos rozsądku. Bo mieszkanie, bo ślub, bo dziecko. A co jeśli nagle stracę obecną pracę. Ile jestem w stanie czasu wyżyć bez wypłaty?

Szczególnie o tym, że moje myślenie jest dobre przekonały mnie posty Michała Szafrańskiego z bloga jakoszczedzacpieniadze.pl. Blog oraz jego podcasty, których słucham na siłowni, podpowiedziały mi jak powinienem się zachować. Na następny rok znów chcę zarabiać więcej, oszczędzać więcej i generalnie powiększać swoją poduszkę finansową. Chcę zgromadzić takie środki które pozwolą mi minimum przez pół roku utrzymać się bez pracy. Nie poświęcę wiec całej kwoty na licencję pilota. Na to mam jeszcze czas. Ale żeby całkowicie nie rezygnować z marzeń, postanowiłem udać się na kurs szybowcowy. Jest on dużo tańszy, bo podstawowy to około 3500 zł, wszystkie etapy i zrobienie licencji w sumie kosztować mnie będzie jakieś 8000 zł. Cały ten kurs chcę sfinansować z dochodu pasywnego z różnych systemów reklamowych, który wpada mi do kieszeni obok comiesięcznej pensji.

Cel na 2015 rok to zgromadzić 57000 zł oszczędności. Część z tej kwoty to będzie moja poduszka bezpieczeństwa, a część zapewne przyjdzie mi przeznaczyć na ślub i wesele.

Zrób to teraz

Z artykułami typu „Jak ……”, „5 rzeczy które pozwolą ci ……” mam jeden problem – w 90% traktują o tym co już wiemy. Dlaczego więc czytając po raz dziesiąty o tym samym dalej tego nie robimy. Bo te artykuły pokazują tylko możliwości ale nie motywują do działania. Dlatego gdy czytam na przykład artykuł „Jak lepiej pozycjonować swojego bloga” to po przeczytaniu staram się chociaż jeden wpis poprawić według zamieszczonych tam wskazówek. Od razu, bez odkładania na później. Im szybciej wprowadzisz w życie pewne oczywistości o których co i rusz czytasz tym lepiej dla Ciebie. Dlatego, jeżeli czytasz ten fragment i nie umiesz odpowiedzieć sobie na któreś z pytań:

  • Ile dokładnie zarabiam miesięcznie?
  • Ile miesięcznie wydaje na jedzenie, ubrania, fastfoody, kino, alkohol?
  • Ile jestem w stanie odkładać co miesiąc?

Proszę, zajrzyj do portfela i wyciągnij paragony. Zajrzyj w historię rachunku i karty kredytowej. I do cholery zacznij to spisywać, łączyć w kategorię. A gdy już doznasz szoku jak szybko te 5 zł, 20 zł czy 150 zł na kino, piwo i buty łączy się w potężne tysiące – zacznij układać swój budżet domowy. Jeśli nie wiesz jak, to pomocne treści znajdziesz choćby na wspomnianym wcześniej blogu jakoszczedzacpieniadze.pl. Ja robię to po swojemu, ale najważniejsze że mam nad tym kontrolę.

Bez tego być może do dziś wierzyłbym, że jestem w stanie z zera złotych odkładać co miesiąc dwa tysiące.

  1. Michał gratuluję zgromadzonych oszczędności a tym bardziej decyzji o prowadzeniu budżetu domowego. Też jestem fanem M. Szafrańskiego, dzięki czemu prosty budżet w arkuszu google jakiś czas temu został skonstruowany. Gdy człowiek widzi gdzie uciekają mu pieniądze to totalnie inaczej zaczyna je traktować. Życzę zrealizowania kolejnego celu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge