RobieStrony Logo

3 lotnicze wspomnienia z dzieciństwa

___

Zdecydowana większość osób dla której lotnictwo jest pasją, pracą lub całym życiem najczęściej wspomina o tym, że miłością do latania zaraziło się za dziecka. Wpływ na to miał zazwyczaj ojciec pilot lub pierwszy lot w młodym wieku. Czasem po prostu bliskość lotniska co powodowało, że hangar był znakomitym zamiennikiem placu zabaw. W moim przypadku było zupełnie inaczej. Lotnicza pasja zagościła w moim sercu i głowie w czasach studiów. Opiszę jednak tę historię w przyszłości, gdy już odkurzę wszystko w pamięci. Nie zmienia to faktu, że zazdroszczę trochę innym tych romantycznych, dziecięcych wspomnień. Dlatego postanowiłem odnaleźć i spisać te, które dotyczą czasów gdy miałem te przysłowiowe mleko pod nosem.

Spadające szklanki i talerze

Dziadkowie mieszkali na wsi. Przynajmniej ja tam się tak czułem, choć działka leżała w granicach miasta Łodzi. Do dziś trudno mi uwierzyć jak szybko postępuje urbanizacja, ale osiedle Smulsko było kiedyś pełne krów, pastwisk, upraw żyta i ziemniaków. Regularnie pomagałem przy pracach rolnych i bardzo to lubiłem. Działka na Smulsku miała też inny plus – bliskość łódzkiego lotniska. Rok przed moim urodzeniem na jego terenie odbyła się nawet uroczysta msza święta podczas III podróży apostolskiej do Polski papieża Jana Pawła II. Ale wracajmy do lat 90., kiedy to młody Michał spędzał wolne chwile u dziadków. Na terenie lotniska znajdowały się Wojskowe Zakłady Lotnicze Nr 1 w Łodzi. Podejrzewam, że to za ich sprawą dość często dane mi było obserwować śmigłowce w locie. Niekiedy zdarzało się tak, że przelatywały idealnie nad naszym małym domkiem. Będąc na zewnątrz miałem częste wrażenie, że od anteny telewizyjnej na szczycie dachu dzieliło je kilka metrów. Nawet jeśli się mylę i moje młode oko nie było wtedy zbyt wprawne w określaniu odległości, pewien jestem że przy tych lotach łamano nie jeden przepis o wysokości lotu nad terenem zabudowanym. Za to będąc w środku budynku, każdorazowo przy tak niskim przelocie obserwowałem taniec talerzy i szklanek. Szafki kuchenne otwierały się jedna za drugą, a sztućce uderzając o siebie wygrywały melodię niczym z filmów strachu. Moim zadaniem było łapanie wszystkiego co potencjalnie może upaść na ziemię i się rozbić. Niezła zabawa i trening sprawnościowy zarazem.

Zrzut zaopatrzenia

Na lotnisku prężnie działała sekcja spadochronowa. Tak przynajmniej mi się wydaje, ponieważ każdy pogodny dzień obfitował w starty i lądowania samolotu ze skoczkami. Chyba był to Antek ale w sumie nie mam pewności. Obserwowałem go cierpliwie aż nabierze wysokości po czym na niebie pojawiało się kilkanaście czarnych punktów. Po chwili było już całe pokolorowane od czasz otwartych spadochronów. Pamiętam dobrze ten tęczowy widok. Wiele razy miałem nadzieję, że któryś ze skoczków przypadkowo wyląduje u nas na działce. Było to kompletnie nierealne, gdyż oddalona była ona znacznie od miejsc zrzutu. Pamiętam też, że podczas zabaw wyobrażałem sobie, iż jest to zrzut zaopatrzenia lub wsparcie dla „mojej armii”. Zabawa w wojsko była chyba najpopularniejsza przed czasami Minecrafta. Obserwując skoczków nigdy jednak nie pomyślałem, że chciałbym zrobić to co oni. Na pewno nie uwierzyłbym wtedy, gdybyś powiedział mi, że za kilka lat wyskoczę w tandemie z wysokości 4000m (czyli około 13000 stóp, co daje FL130).

Moja mama taka odważna

Nie mam pojęcia który to był rok, internet milczy na ten temat. Szukać musiałbym w archiwalnych gazetach lub kronikach Aeroklubu jeśli takowe istnieją. W każdym razie na lotnisku Lublinek zorganizowano piknik lotniczy. W ramach ciekawostki pojechaliśmy z rodzicami obejrzeć samoloty, choć jak mówiłem do lotnictwa mnie nie ciągnęło. Duże wrażenie robiła kolekcja muzealna, teraz już wiem, że należąca do nieżyjącego pilota Jerzego Lewandowskiego. Być może oglądając eksponaty stał tam również SB Lim-2, którego Pan Jerzy przekazał w 2001 roku Fundacji Polskie Orły, a który obecnie jest jedynym lotnym samolotem tego typu w Europie. Mogliście go obejrzeć w mojej relacji z Dni Otwartych Fundacji Legendy Lotnictwa w Białej Podlaskiej. Niestety obecnie większość kolekcji opuściła Łódź i została przekazana do Dęblina. Mam nadzieję, że tam lepiej o nią zadbają.

Muzeum-Lotnictwa-Łódź-Lublinek-kolekcja-pilota-Jerzego-Lewandowskiego
Kolekcja pilota Jerzego Lewandowskiego dawniej i dziś. Źródło: lodz.fotopolska.eu, Google Street Maps

Wracając do tematu, Aeroklub zorganizował zbiórkę pieniędzy w postaci kupowanych cegiełek. Nie pamiętam dokładnie jak to wyglądało, ale w pamięci utkwiło mi, że można było w ramach odpowiedniej cegiełki polecieć An-2 nad miastem lub szybowcem. Moja mama wpadła na pomysł aby polecieć – do dziś jestem w szoku że to nie była moja inicjatywa tylko jej. Ojciec się nie zdecydował, więc polecieliśmy we dwójkę. Zakupiliśmy cegiełki na przelot szybowcem i po chwili już zakładałem na siebie spadochron. Wyciągarka? Zwykły maluch (Fiat 126p). No, może nie taki zwykły bo bardziej przypominał dziwny kabriolet. Większość karoserii miał po prostu zdemontowane. Silnik, 4 koła i kierownica. Taki wariat ciągnął na linie nasz szybowiec. Mimo to profil wznoszenia był całkiem stromy i do dziś pamiętam że dziwnie odczuwałem to w żołądku. Potem wyczepienie liny i…. nic.

Kompletna cisza. Czułem się niesamowicie, jak ptak. Ja, ten szybowiec i otaczające nas powietrze – wszystko stanowiło jedną całość. Wylądowaliśmy, a następna w kolejce czekała już moja mama. Że też się nie bała. A może bała, tylko dobrze z tymi nerwami sobie radziła? Ale co tam, owiewka zamknięta, lina naprężona, poleciała! I tym razem spadochron nie został użyty. Chyba muszę kiedyś zapytać mamę czy poleciałaby jeszcze raz gdyby miała okazję. Gdy mówiłem o lataniu Cessną zawsze rodzice odmawiają, że niby strach i że są za starzy na takie atrakcje. Chyba muszę opowiedzieć im o 83. letnim pilocie motolotni z Łodzi, Panu Zbigniewie Czerwik.

Jednak nawet ten lot szybowcem pomimo niesamowitych wrażeń nie obudził we mnie lotniczych marzeń. Dla mnie zawsze tym czymś było zrobienie prawa jazdy i posiadanie własnego samochodu. Do myślenia o byciu pilotem było mi daleko, ale wtedy też nie wiedziałem co będzie gdy cel o prawku i aucie zrealizuję.

Dziękuję

Chciałem aby ten wpis zainspirował Cię do odnalezienia własnych lotniczych wspomnień. Pamiętaj! Jeśli takowe posiadasz i chcesz się nimi ze mną podzielić, lub masz dodatkowe pytania – skomentuj ten wpis poniżej. Przypominam Ci też o możliwości zapisania się do newslettera. Zrób to teraz, a otrzymasz mail za każdym razem gdy opublikuję nowy tekst na blogu. Jeśli trafiłeś tu przypadkiem za pomocą wyszukiwarki, odwiedź stronę główną lub mój kanał YouTube aby dowiedzieć się o mnie więcej.

Życzę Ci miłego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You may use these HTML tags and attributes:

<a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

CommentLuv badge